piątek, 6 grudnia 2013

[016]

Tak bardzo piątunio :3

Piątek w końcu. Nie pisałam sama od siebie już trochę czasu. W środę wieczorem byłam z Gabi i Ill w Arizonie, znajomości są spoko! Lansiłyśmy się wszystkie w maxach, co oznacza, że moje jednak jakoś żyją po ostatniej sobocie, UFF.
Wczoraj sobie koczowałam z Artkiem przez godzinę po szkole, gdzieś po Dębnikach się włóczyliśmy, bo nie miałam siły ani ochoty wracać do domu. Tak strasznie przejechałam się na ludziach, musiałam się odstresować. 
Dziś już mi przeszło, wszystko jest po staremu. To jest piękne. Zupełny NO STRESS. Gabrysia przyszła po mnie jak zwykle do szkoły, piątkowa tradycja. Odprowadziłyśmy Damiana na most. Z buta pocisnęłyśmy na Floriańską. Nie interesował nas wiatr, przez który ledwo mogłyśmy się ruszać. Czekałyśmy na Grzesia i Michała godzinę, a gdy przyszli od razu zrobiło się weselej.

W ogóle to już chcę 14 grudnia i osiemnastkę Pukarczyka! 
Czuję dobry melanż, z genialnymi ludźmi, najlepszymi.






 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz