Tak myślę co chwilę, czy by jednak się nie zebrać i wpaść do Arizony. Ale po chwili namysłu stwierdzam, że nie chce mi się zbierać przez godzinę, malować, etc. Dobrze mi w domu, pojadę sobie kolejny wieczór filmowy, w sam raz się nada.
Zastanawiam się nad wszystkim. Dopiero teraz zrozumiałam jak bardzo zjebałam w czerwcu. Aż strach myśleć. Szkoda. Mogłoby być fajnie, buzi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz