niedziela, 8 grudnia 2013

[018]

Pozwól, że opowiem Ci o znajomości...


Matko. Jednak wczoraj wybrałam się na Arizonę z Gabi. Oj, warto było! 
Może dziś też byśmy poszły, może... My tam czujemy się jak u siebie. Więc lajty.

Irytuje mnie fandom Kwiatonators. Tak strasznie. Gimbaza robi z niego rozchichotane gimbasiary, a samego Dawida stawia w nieciekawym świetle. Byłam praktycznie od początku, śledziłam jak się wybijał. Odliczałam sekundy do premiery "Biegnijmy" czy "Na zawsze". Ale obecnie chodzenie na koncerty Kwiata, słuchanie jego muzyki jest po prostu HIPSTERSKIE. Więc nastolatki nie wiedzące jak wkupić się w łasi aska piszą tam jak bardzo go kochają, na ilu jego koncertach były. Lajki same lecą. Taka właśnie jest hierarchia wartości w obecnych czasach, pozdro.
Huh, do czego ten świat zmierza?


jakim prawem wszystko, niezastąpione tak,
straciło swoją wartość, ma już inny smak.



sobota, 7 grudnia 2013

[017]

Weekend w domu.

Tak myślę co chwilę, czy by jednak się nie zebrać i wpaść do Arizony. Ale po chwili namysłu stwierdzam, że nie chce mi się zbierać przez godzinę, malować, etc. Dobrze mi w domu, pojadę sobie kolejny wieczór filmowy, w sam raz się nada.

Zastanawiam się nad wszystkim. Dopiero teraz zrozumiałam jak bardzo zjebałam w czerwcu. Aż strach myśleć. Szkoda. Mogłoby być fajnie, buzi.


piątek, 6 grudnia 2013

[016]

Tak bardzo piątunio :3

Piątek w końcu. Nie pisałam sama od siebie już trochę czasu. W środę wieczorem byłam z Gabi i Ill w Arizonie, znajomości są spoko! Lansiłyśmy się wszystkie w maxach, co oznacza, że moje jednak jakoś żyją po ostatniej sobocie, UFF.
Wczoraj sobie koczowałam z Artkiem przez godzinę po szkole, gdzieś po Dębnikach się włóczyliśmy, bo nie miałam siły ani ochoty wracać do domu. Tak strasznie przejechałam się na ludziach, musiałam się odstresować. 
Dziś już mi przeszło, wszystko jest po staremu. To jest piękne. Zupełny NO STRESS. Gabrysia przyszła po mnie jak zwykle do szkoły, piątkowa tradycja. Odprowadziłyśmy Damiana na most. Z buta pocisnęłyśmy na Floriańską. Nie interesował nas wiatr, przez który ledwo mogłyśmy się ruszać. Czekałyśmy na Grzesia i Michała godzinę, a gdy przyszli od razu zrobiło się weselej.

W ogóle to już chcę 14 grudnia i osiemnastkę Pukarczyka! 
Czuję dobry melanż, z genialnymi ludźmi, najlepszymi.






 

czwartek, 5 grudnia 2013

[015]


"nienawidzę za to siebie, życia i całego świata."


Też skopiowane. 
Ale prawdziwe.

Dojrzewanie to wieczny trening, który pozwala nam dostrzec to, czego nie zauważaliśmy i z czym sobie nie radziliśmy. Co uważaliśmy za dobre, po czasie staje się (na zdrowy rozsądek) złe. Stąd też mamy czas, by nauczyć się jakichś norm społecznych. A kto ma się nauczyć, jak nie my? To zadanie należy do nas, czyli do osób popełniających błędy i chcący zmieniać je w sobie dla własnego, jak i innych dobra. By kolejny raz nie przechodzić przez te same sytuacje. Czasami jest tak, że musimy tysiąc razy coś powtórzyć, by ktoś lub sytuacja pokazała nam nasz zły kierunek, wady.

Ostatnio jednym z takich wniosków (które w końcu ujrzałem) jest to, że poro osób nie potrafi sobie odpuścić i zawsze dokładają swoje (niepotrzebne) pieprzone trzy, cztery zdania, komentarzy, które potrafią zniszczyć atmosferę, relację, jak i swoją przyszłość. Odpuścić znaczy ustąpić i dojść do porozumienia.
Sam tak mam i głównym problemem było to dokładanie, upartość,  której chcę się pozbyć, bo mam jej nadmiar. Nie chcę być jednym z wielu stosujących takie podejście. Wiele niekorzyści płynących z nas samych, a dokładnie z tego co robimy, niekiedy nieświadomie nie zwracamy na to szczególnej uwagi. Ludzie wciąż patrzą na to, kto, co i jak zrobił. Już nie jest ważne dlaczego i co spowodowało takie, a nie inne czyny/zachowania, Ilość też traci wszelkie znaczenie, a nasza pamiętliwość bez skrupułów skupia uwagę na tym, co nam się nie spodobało w czymś lub kimś i nie dajemy szansy na zmianę, poprawę, tylko zakładamy z góry że coś lub ktoś przez całe życie będzie takie same. Znajdą się wyjątki, co potrzebują kilku lat (nawet) na te najmniejsze zmiany.  Choć nie dziwię się, ponieważ spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy popełniają w kółko te same rzeczy i przez tak częste zachowania człowieka, zaczynamy patrzeć w taki sposób; jak ktoś tak zrobił, to większość taka jest. Stąd też wrzucanie wszystkich do jednego wora głupotą jest i będzie zaliczanie wszystkich do jednego przez to, co doświadczyliśmy, np. chłopak zdradza dziewczynę - potem założenie że wszyscy faceci zdradzają.

Nasze gusta, czy tam upodobania zmieniają się, zmieniają dzięki ciągłemu dojrzewaniu. Zmieniamy swoje podejście i wiemy, co stosować, jak spojrzeć na coś, by obu stronom wyszło na korzyść.
I tak powstaje krytyka często mylona z hejtingiem (hate nienawidzić, stosować chamską, prostacką i nielogiczną wypowiedź względem osób i rzeczy). Jeżeli coś jest złe, to chcemy by ktoś to zmienił, po to ocenianie i krytykowanie. Hejting nie powinien istnieć, choć dzięki temu widzimy na jakim etapie stoi osoba myśląca, że stosuje krytykę. Dzięki temu uodparniamy się na głupotę wyrażaną w słowach, ponieważ wiele razy wypowiadane jakieś teksty, np. ty pedale, staje się po czasie nudne i żałosne. To chyba nie jest dziwne.
Każdy wie, że wyzywają nie odniesie się w tym sukcesu, a wręcz przeciwnie, ukazać mogą swój poziom inteligencji. Zwykłe pieprzenie. Nie ma co brać pod uwagę takiego sposobu oceny człowieka. Jeżeli ktoś chce coś w nas zmienić, to najpierw warto zmienić swoje podejście, a potem wyrażać swoje zdanie (taktownie).

- Maksymilian Maks Rutkowski - 
 

wtorek, 3 grudnia 2013

[014]

Inaczej.

Nie mogę tak. Ta huśtawka nastrojów mnie wykańcza. Jednego dnia czuję, że mogę wszystko i że nadeszła już chwila kiedy jestem wolna od wszelkich uczuć i wspomnień. Mam wrażenie, że moje życie zaczyna się od nowa i mam w sobie na tyle sił, aby stawić czoła wszelkim problemom. To taki moment kiedy zaczynam cieszyć się życiem. Ale później nadchodzi nowy poranek i wszystko się zmienia. Nagle czuję się tak źle jak na początku tej mozolnej drogi. Kolejny raz wszystko wraca i uderza we mnie z niesamowitą prędkością. Czuję się taka rozerwana między tym co było a co jest. Tak bardzo tęsknię i siedzę z telefonem w ręku wybierając jego numer i rozłączając się przed pierwszym sygnałem. Nie mam odwagi z nim porozmawiać, a tak bardzo tęsknię za jego głosem. Nie wiem, zwyczajnie nie wiem co powinnam robić. Chyba po prostu czekam aż wydarzy się coś co ponownie sprawi, że poczuję się lepiej. I tak w kółko. Ile to jeszcze będzie trwało? Przecież od tego można zwariować. /napisana




[013]

And you were strong

and i was not.

Życie jest chore. Nie wiem w sumie na czym stoję, czuję się jak na równoważni. Bardzo się boję, że popełnię błąd. Boję się każdego ranka wchodząc do szkoły. 
Nikt w Niego nie wierzy. Nawet ja nie potrafię mu na razie zaufać. Tylko mój przyszywany starszy braciszek mnie rozumie i trzyma kciuki. 
Nie rozumiem tego faceta, czemu się boi? Ech. 

Dziś znowu byłam na zakupach. Zeszłam trochę Krakowa. Trochę się rozglądałam za Nim, ale nic z tego. Za to wszędzie wiszą plakaty ogłaszające wszem i wobec, że Kwiatuszek ma koncert u nas w czwartek. Ja się nie wybieram, ale takie pozytywne plakaty potrafią poprawić humor. Naprawdę.


i love you , you'll never know...





poniedziałek, 2 grudnia 2013

[012]

Home,

real & sweet home.

Odechciało mi się w ferie wyjeżdżać gdzieś z paczką. No, chyba, że Gabi będzie pewna, że jedziemy. Wtedy nie ma innej opcji, nie przepuszczę takiej okazji. Pff, nie dam jej nigdzie samej jechać, to proste, nie?
Główną jednak opcją jest Szczecin. Ciągnie mnie tam, strasznie. Może nawet jak tam będę nie spotkam się z Dominikiem, bo po co? Chce pobyć sama, przemyśleć parę rzeczy. Tak jak zawsze. Tylko po to tam jeżdżę. Gdy nie wiem co zrobić z życiem, to jest właśnie miejsce, by się ogarnąć i wszystko przeanalizować. Na spokojnie. Siąść w Trzebieży na plaży z słuchawkami w uszach, zamknąć oczy i wypuścić dym  z płuc.
Boję się jednak, że jak wyjadę tam, to już nie wrócę.
Nie będę miała po co, a przede wszystkim do kogo wracać.




do końca naszych dni musisz zostać ze mną